Sprawa finansowania konferencji CPAC Poland 2025 odsłoniła nie tylko mechanizmy wydatkowania środków publicznych w Polsce, ale również retoryczne strategie obrony przyjęte przez jej organizatorów i sprzyjające im media. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje Tomasz Sakiewicz i jego publicystyka, zwłaszcza na łamach portalu Niezalezna.pl. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że celem jego narracji jest wyłącznie obrona wydarzenia, które zostało objęte śledztwem prokuratury, oraz zdyskredytowanie krytyków z opozycji i organów ścigania. Jednak bliższa analiza pokazuje paradoks: w rzeczywistości najpoważniejszym obiektem uderzenia stają się Stany Zjednoczone, a dokładniej środowisko republikańskie związane z Donaldem Trumpem, które Sakiewicz próbuje uczynić tarczą obronną dla działalności własnej i Władysława Ortyla.
Artykuł z 30 września 2025 roku w Niezależnej dobrze obrazuje ten mechanizm. Opublikowano tam fragmenty pisma Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, w którym śledczy prosili Telewizję Republika o listę uczestników CPAC i dokumentację dotyczącą prawa do posługiwania się marką „CPAC”. Redakcja przedstawiła te żądania w tonie kpin i alarmu, sugerując, że prokuratura zamierza przesłuchiwać „tysiące Amerykanów” i że grozi to kompromitacją Polski wobec USA. Sakiewicz podkreślał obecność Kristi Noem i Matta Schlappa, akcentował rolę Secret Service, a całą sytuację opisywał jako szaleństwo wymiaru sprawiedliwości, które rzekomo godzi w stosunki polsko-amerykańskie. Problem polega na tym, że taka retoryka czyni z USA instrumentalnie traktowaną zasłonę dla własnych występków. Amerykanie zostają ustawieni w roli instancji nadrzędnej, której prestiż i obecność mają gwarantować nietykalność wątpliwych działań w Polsce. Innymi słowy, prawo krajowe i instytucje kontrolne mają ustąpić, bo pojawili się goście zza oceanu. Taki zabieg oznacza instrumentalne traktowanie Stanów Zjednoczonych jako parawanu dla nadużyć. W praktyce prowadzi to do wniosku, że Amerykanie mieliby akceptować wydatkowanie polskich środków publicznych w sposób sprzeczny z prawem, a nawet gwarantować bezkarność decydentom. To logika, która poniża samych Amerykanów, bo przedstawia ich jako alibi dla lokalnych przekrętów, a nie jako sojuszników.
Z tej konstrukcji wyłaniają się trzy możliwe scenariusze. Pierwszy, najmniej prawdopodobny, zakłada, że Amerykanie mieli pełną świadomość, iż samorząd finansuje CPAC, i to zaakceptowali. Drugi, najbardziej realistyczny, mówi, że organizatorzy w Polsce liczyli, iż partnerzy zza oceanu po prostu nie dowiedzą się o źródłach finansowania, a zobaczą jedynie efekt końcowy. Trzeci zakłada, że nawet jeśli wiedzieli, to uznali to za sprawę mało istotną, w logice własnego rozumienia CPAC jako wydarzenia o charakterze stricte politycznym. Każdy z tych wariantów jest jednak dla USA obciążający. W pierwszym są współodpowiedzialni, w drugim – zostali cynicznie oszukani, w trzecim – zlekceważyli problem, który w Polsce może mieć wagę prawno-karną.
Warto zauważyć, że taki sposób argumentacji przypomina mechanizmy znane z PRL. W tamtym czasie lokalni notable i funkcjonariusze służb bronili swojej bezkarności, zasłaniając się „Moskwą”. Hasło „Moskwa patrzy” miało zamknąć usta każdemu, kto chciał podważyć ich niegodziwe działania. Sakiewicz powiela ten schemat, tylko zamiast Moskwy stawiając w tej roli Waszyngton. Retoryka brzmi znajomo: nie rozliczajcie nas, bo zrobicie kłopot sojuszowi. To logika kolonialna, która degraduje polską suwerenność i jednocześnie kompromituje USA, bo czyni z nich rzekomego patrona lokalnych nadużyć.
Z polskiego punktu widzenia postawa taka jest szczególnie odrażająca moralnie. Ktoś, kto sięga do kieszeni współobywateli, a następnie mówi im: „macie siedzieć cicho, bo Amerykanie mnie chronią”, dopuszcza się podwójnej zdrady. Kradnie, a jednocześnie upokarza wspólnotę, sprowadzając ją do roli poddanych, którym nie wolno pytać o rachunki, bo liczy się tylko opinia zagranicznego protektora. To nie obrona sojuszu, lecz jego kompromitacja, bo żadnemu sojusznikowi nie jest na rękę być przedstawianym jako gwarant bezkarności cudzych nadużyć. Nie sposób uwierzyć, by Amerykanie chcieli się w ten sposób jawić zwykłym Polakom.
Właśnie dlatego należy powiedzieć wprost: to nie prokuratura, nie opozycja, a sam Sakiewicz uderza w USA. W swojej propagandowej gorączce ustawia Stany Zjednoczone w roli, jaką w czasach PRL odgrywał Związek Radziecki – w roli nadrzędnego arbitra, na którego autorytet można się powołać, by blokować wewnętrzne rozliczenia. Takie postawienie sprawy jest nie tylko cyniczne, ale i krótkowzroczne. W krótkim okresie może mobilizować elektorat, ale w dłuższej perspektywie grozi kompromitacją, gdy partnerzy zza oceanu zorientują się, że ich nazwiska i wizerunki służą w Polsce za parawan do usprawiedliwiania działań wątpliwych. Wtedy okaże się, że największym zagrożeniem dla sojuszu polsko-amerykańskiego nie są krytycy CPAC, lecz jego fałszywi obrońcy.


Dodaj komentarz