Jarosińska w butach Chlebowskiego

PR Jarosińskiej-Jedynak zamiast odpowiedzi

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Krzysztof Kłak jest bliski dopadnięcia Władysława Ortyla i całego PiS. Świadczy o tym poziom zaangażowania w działania defensywne przed sobotnią sesją nadzwyczajną sejmiku. Najpierw konferencja Ortyla z całym mnóstwem PiS-owców w tle. Można powątpiewać, czy stawili się całkiem dobrowolnie, czy też były różne powody dla których musieli właśnie swoją obecnością złożyć rodzaj deklaracji: jesteśmy gotowi za Ortyla zginąć.

Jeszcze nie ucichły echa nieudolnej manipulacji Ortyla próbującego zasugerować, rozliczenia to nie jest pytanie o jego wieloletnią działalność, a atak na kobiety – a już sięgnięto po koleją wunderwaffe, kelnerski wywiad z Małgorzatą Jarosińską-Jedynak na portalu samorządu województwa. Ortyl zyskał na tym mniej więcej tyle, co kiedyś dawno temu Tusk, gdy kazał stanąć do konferencji prasowej Chlebowskiemu. Przyjrzyjmy się temu „dziennikarskiemu” osiągnięciu.

Premierowy odcinek serii „Podkarpackie Q&A” to nie wywiad dziennikarski w klasycznym rozumieniu, lecz przykład kontrolowanej komunikacji PR. Pytania są miękkie, a odpowiedzi przygotowane „pod klucz” – mają nie tyle wyjaśniać fakty, ile kształtować narrację polityczną. To zresztą widać na pierwszy rzut oka: zamiast rzeczowych danych i twardych wskaźników, pojawiają się ogólne stwierdzenia o „zagładzaniu Polski przez Brukselę” i o profesjonalizmie RARR.

Jarosińska-Jedynak konsekwentnie unika odniesienia się do sedna sprawy – czyli samej koncepcji dywersyfikacji w KPO. A to właśnie ona, jako wiceminister i później minister funduszy w rządach PiS, odpowiadała za sposób opisania reguł dysponowania środkami, które później skutkowały groteskowymi inwestycjami – klubami swingersów czy jachtami. Obecna próba przerzucenia winy na „Brukselę”, Donalda Tuska, jest więc retorycznym manewrem obronnym, ale nie rozwiązuje zasadniczego problemu: mechanizm został stworzony w czasie, gdy to PiS odpowiadało za konstrukcję programu.

Trzeba wyraźnie powiedzieć: koncepcja „dywersyfikacji” w polskiej wersji KPO była absurdem ekonomicznym. W teorii zarządzania dywersyfikacja ma sens w portfelu inwestycyjnym – gdzie rozkłada się ryzyko między różne aktywa – albo w działalności dużych koncernów, które świadomie wchodzą w nowe branże, opierając się na synergii i realnych kompetencjach. W polskim wydaniu stała się jednak mechanizmem biurokratycznym: by dostać wsparcie, przedsiębiorca musiał otworzyć działalność w zupełnie nowym obszarze, bez związku z dotychczasowym doświadczeniem. Zamiast wzmacniać specjalizację, państwo zachęcało do przypadkowych eksperymentów. To przepis na marnotrawstwo, a nie na odporność gospodarki.

Tak skonstruowany system miał swoje drugie dno. Zamiast wzmacniać realne kompetencje przedsiębiorstw, władza zyskiwała instrument kontroli – pokazując, że może nie tylko pomóc w nowej działalności, ale i w każdej chwili zagrozić dotychczasowej. To sygnał polityczny: „twoja firma jest zależna od naszych decyzji”. Efektem ubocznym były groteskowe projekty – które dziś kompromitują samą ideę KPO.

Na tle tego błędu strukturalnego widać, że obrona Jarosińskiej-Jedynak opiera się na klasycznych zabiegach PR-owych:

• przerzucenie winy na obecny rząd i Brukselę,

• odwołanie do własnych struktur (RARR, PARP, sejmik) jako rzekomo profesjonalnych i bez zarzutu,

• odcięcie się od odpowiedzialności za mechanizm, który w rzeczywistości sama współtworzyła jako minister.

Problem w tym, że ta narracja ma poważne luki. Jarosińska-Jedynak nie podaje żadnych twardych danych: ilu beneficjentów, jakie kwoty, jakie wyniki kontroli. Obrona RARR – instytucji politycznie związanej z zarządem województwa – ogranicza się do stwierdzeń o „30-letnim doświadczeniu”, bez odniesienia się do zarzutów klientelizmu. A winę rozkłada na innych – unikając odpowiedzi na pytanie, kto w ogóle wymyślił absurdalną dywersyfikację.

Całość wpisuje się w ofensywę narracyjną PiS na Podkarpaciu: przykrycie tematu CPAC i innych afer w regionie dyskusją o KPO, budowanie obrazu rzetelnej administracji w kontrze do „wrogiej Brukseli” i „chaotycznej opozycji”. To przygotowanie gruntu przed sobotnią sesją sejmiku, która ma być areną konfrontacji. Tam jednak Jarosińska-Jedynak nie będzie odpowiadać na pytania pracowników urzędu udających dziennikarzy, lecz na głosy osób pamiętających całe 12 lat rządów marszałka Ortyla i praktyczne skutki jego polityki. Jeśli na tej sesji padną konkretne pytania o dywersyfikację, o mechanizm naboru i o beneficjentów RARR, trudno będzie je zbyć PR-owymi kliszami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *