Najpierw PiS zasiadł do stołu w Warszawie i z pełną powagą napisał zasady KPO. Wśród nich perła logiki gospodarczej – „dywersyfikacja” w wydaniu, którego nie powstydziłby się Bareja: masz piekarnię? Kup jacht. Prowadzisz warsztat samochodowy? Otwórz klub swingersów. Tak, odwoływanie do Barei trochę się zużyło, ale tu się nie da inaczej, mamy jawnie recydywę „logiki” wyłożonej przez Stanisława Tyma w „Misiu”: ukradli nam furę, muszą nam oddać samolot – to stara dywersyfikacja – znaczy się tradycja, ekstradycja. No jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu.
Potem PiS „reformowało” wymiar sprawiedliwości tak, że sprawy w sądach totalnie stanęły, ale Bruksela dostała pretekst, by się to wmieszać i za karę zablokować środki z KPO. Ciekawe, czy brukselczycy wiedzieli wtedy, że blokują klub swingersów?
Wchodzi Tusk, odblokowuje KPO – ale uruchamia pieniądze według dokumentów pisanych przez PiS. Rusza więc machina „dywersyfikacji” przygotowana przez PiS. Nagle wszyscy odkrywają, że w tym planie gospodarczej odporności kluczową rolę odgrywają sauny, drink bary i egzotyczne biznesy, których właściciele na oczy nie widzieli branży, w którą właśnie weszli.
Na końcu PiS robi minę niewiniątka: „To wina Tuska! Ścigać go prokuratorem!”. Czyli ekipa która doprowadziła do zablokowania KPO, a potem z premedytacją patrzyła, jak ktoś inny ich absurdy wdraża, dziś chce sądzić tego „innego” za skutki własnego geniuszu. PiS prowadził jeden wielki gospodarczy klub swingersów, który wymyślił perwersję dewersyfikacji, a teraz okazuje się, że winnym zboczenia jest Tusk. Inna sprawa, KPO jest w ogóle zwykłym Polakom potrzebne, czy to jedynie zabawka w rękach klasy politycznej, która złapana na igraszkach gadżetami politycznych stosunków, starają się je przerzucać do rąk nielubianego kolegi.


Dodaj komentarz