Kryzys, który narasta wokół marszałka Władysława Ortyla i sprawy finansowania konferencji CPAC Poland, coraz wyraźniej ujawnia powiązania i układy przekraczające linię podziału politycznego. Chociaż to właśnie samorząd województwa podkarpackiego, pod kontrolą Ortyla, przeznaczył 1,2 miliona złotych publicznych środków bez przetargu na wydarzenie o wyraźnym profilu politycznym, wojewoda Teresa Kubas-Hul do dziś nie podjęła żadnych konkretnych czynności nadzorczych, mimo formalnych wniosków ze strony PO oraz lokalnych mediów.
Jak szczegółowo opisała Paulina Bajda w portalu „toRzeszow.pl”, wojewoda nie zareagowała na pisma radnego Krzysztofa Kłaka, ignorując poważne wątpliwości co do zgodności z prawem oraz standardami finansowania wydarzeń publicznych. Sprawa nie tylko uderza w wiarygodność Platformy Obywatelskiej, której Kubas-Hul formalnie jest reprezentantką w regionie, ale też prowokuje pytania o jej realną niezależność od struktur lokalnego PiS-u. W artykule Bajdy czytamy o wieloletnich, bliskich relacjach wojewody z Ortylem – znajomość jeszcze z czasów AWS-u, wspólne wystąpienia publiczne, uczestnictwo w pielgrzymkach u boku Daniela Obajtka i wreszcie wręcz ostentacyjne promowanie ludzi PiS-u w ramach regionalnej polityki rozwoju.
Na tym tle szczególnie niepokojąca wydaje się wypowiedź ks. Jakuba Nagiego, duchownego związanego z kurią rzeszowską. Ks. Nagi odniósł się do nieobecności wojewody na wydarzeniu, tłumacząc ją atmosferą po niedawnych publikacjach prasowych, ale jednocześnie wyraził wobec niej zaskakująco wyraźne wsparcie – podziękował jej za działania, zaapelował o „niezrażanie się”, i bronił jej w sposób, który można odczytać jako próbę przeciwdziałania publicznemu ostracyzmowi.
Wypowiedź ks. Nagiego była niejasna, pełna niedomówień i sugestii, jakoby wojewoda padła ofiarą niesprawiedliwego ataku medialnego – choć w istocie to jej bierność wobec rażących nieprawidłowości budzi największe pytania. Trudno nie zadać pytania: czy ks. Nagi rzeczywiście wypowiadał się z własnej inicjatywy? A może został wprost poproszony – lub zmuszony – przez lokalne struktury polityczne do obrony urzędniczki, której bezczynność w sprawie CPAC może ochronić interesy ludzi z obozu byłej władzy? W obliczu doniesień o możliwym wykorzystywaniu narzędzi takich jak Pegasus do inwigilacji biskupów, czy wcześniejszych prób podporządkowywania Kościoła za pomocą materiałów z IPN, nie sposób wykluczyć scenariusza, w którym duchowny staje się elementem gry obliczonej na wygaszenie afery. Jeśli wojewoda nie działa, mimo obowiązku nadzorczego, a Kościół publicznie ją broni wbrew faktom – to być może mamy do czynienia z sytuacją, w której instytucje świeckie i kościelne wspólnie, choć nieformalnie, uczestniczą w ochronie lokalnego układu. Układu, który boi się rozliczeń. Najciekawsze jest właśnie pytanie: część PO i rzeszowscy duchowni na pewno robią to dobrowolnie?


Dodaj komentarz