Krzysztof Kłak nie zatrzymuje się nawet na chwilę. Po skierowaniu obszernego pisma do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemara Żurka, radny Sejmiku Województwa Podkarpackiego idzie krok dalej i kieruje interpelację do marszałka województwa Władysława Ortyla. Wszystko po festiwalu informacji medialnych ujawniających, jak PiS na Podkarpaciu finansowało swoje działania.
W swoim najnowszym piśmie do ministra Żurka Kłak zwraca uwagę m.in. na działalność Janusza F. po tym, jak w ostatnich dniach została ona publicznie szczegółowo opisana przez Mariusza Gierszewskiego – jednego z czołowych polskich dziennikarzy śledczych. Kłak odwołuje się do ustaleń Gierszewskiego opartych na aktach postępowania przygotowawczego czy treści orzeczenia sądu, które – jak relacjonuje dziennikarz – wprost wskazuje na wieloletnie zbieranie środków na kampanie wyborcze PiS i konieczność ich analizy w świetle Kodeksu wyborczego.
W piśmie do Prokuratora Generalnego Kłak nie tylko streszcza te ustalenia, ale wpisuje je w szerszy kontekst systemowych zaniechań. Pyta, dlaczego przy tak rozległym materiale dowodowym – zeznaniach kilkunastu świadków, wiadomościach SMS i jednoznacznym stanowisku sądu – zasadniczy wątek finansowania wyborczego został w praktyce zmarginalizowany. Domaga się także sprawdzenia, czy brak środków zapobiegawczych wobec Janusza F. nie powiela schematu znanego z innych głośnych spraw, w których reakcja prokuratury następowała zbyt późno.
W ślad za tym pismem poszła właśnie interpelacja skierowana do marszałka Władysława Ortyla. Kłak pyta w niej wprost, co władze województwa zrobiły – albo czego nie zrobiły – w związku z praktykami trwającymi od dawna, a ujawnionymi przez Gierszewskiego a mających polegać de facto ściąganiu haraczy w środowisku Prawa i Sprawiedliwości na Podkarpaciu. Radny zwraca uwagę, że skoro – jak wynika z relacji dziennikarskich – mechanizm ten obejmował osoby pełniące funkcje w spółkach i instytucjach publicznych, to musi chodzić także o struktury samorządu województwa, Urzędu Marszałkowskiego czy jednostek mu podległych.
Gierszewski w swoich materiałach wyraźnie wskazuje, że istotne informacje w śledztwie pochodziły m.in. od Michała T. i Wojciecha T. Choć dziennikarz – zgodnie ze standardami – posługuje się inicjałami, kontekst przedstawianych zdarzeń pozwala zorientować się, że chodzi o osoby funkcjonujące w publicznych strukturach regionu. Rodzi to pytanie, które Kłak stawia w interpelacji: czy to właśnie z tych środowisk pobierano haracze, a jeśli tak, czy osoby te zdecydowały się mówić dopiero wtedy, gdy presja stała się nie do zniesienia?
Jeżeli tak było, odpowiedzialność władz województwa nie kończy się na biernym oczekiwaniu na rozstrzygnięcia prokuratury. To marszałek i zarząd województwa odpowiadają za zapewnienie, by pracownicy i osoby pełniące funkcje w podległych strukturach nie byli poddawani naciskom o charakterze polityczno-finansowym. Interpelacja Kłaka zmusza więc Ortyla do odpowiedzi nie tylko na pytanie „czy coś wiedzieliśmy”, ale przede wszystkim: „czy cokolwiek sprawdziliśmy i czy podjęliśmy działania zapobiegawcze”.
Ten ruch radnego wpisuje się w zapowiedzi składane niedawno przez Waldemara Żurka o „odblokowaniu prokuratur” i objęciu nadzorem spraw ciągnących się latami. Na poziomie regionalnym oznacza to jednak coś więcej: sprawdzenie, czy samorząd województwa jest gotów zmierzyć się z pytaniem o własne standardy działania w czasach, gdy Podkarpacie było jednym z kluczowych zapleczy politycznych PiS.






Dodaj komentarz