Śledztwo dotyczące finansowania CPAC Polska w Jasionce nie zostało wszczęte dlatego, że ktoś zakwestionował jedną fakturę albo dopatrzył się technicznej wady w jednej umowie. Od początku chodziło o coś znacznie poważniejszego: o całokształt stosunków prawnych i ekonomicznych pomiędzy wieloma podmiotami uczestniczącymi w jednym przedsięwzięciu politycznym, medialnym i biznesowym. Prokuratura wszczęła postępowanie 7 lipca 2025 r. w sprawie podejrzenia bezprawnego wydatkowania publicznych pieniędzy przez Zarząd Województwa Podkarpackiego.
Głównym organizatorem CPAC była Telewizja Republika. Jednocześnie województwo płaciło za obiekt i za kluczowe świadczenia techniczne, w tym ponad milion złotych dla spółki Justpoint. Republika prowadziła rejestrację, sprzedawała bilety i pozyskiwała sponsorów. Już samo to wymagało odtworzenia jednego ekonomicznego bilansu przedsięwzięcia: kto ponosił koszty, kto otrzymywał wpływy z biletów, ile wynosiły wpłaty sponsorów, jakie świadczenia były wzajemnie kompensowane i czy publiczne pieniądze nie finansowały kosztów wydarzenia, z którego komercyjne przychody pozostawały po stronie prywatnego organizatora. Tymczasem z publicznych informacji prokuratury nie wynika, by taki pełny bilans został kiedykolwiek pokazany.
Z czasem sprawa stawała się tylko ciekawsza. Obiekt funkcjonował jako ZEN.com Expo; wokół relacji operatora hali, samorządu, ZEN.com i rynku kryptowalut pojawiały się kolejne pytania. Głównym sponsorem CPAC była Zondacrypto. Potem temat przestał być lokalną ciekawostką: premier Donald Tusk omawiał zagrożenia związane z rynkiem krypto na niejawnym posiedzeniu Sejmu, a następnie publicznie mówił o kryptoaferze, Zondacrypto, przepływach do polityków PiS i Konfederacji oraz politycznych imprezach finansowanych przez podmioty z tego rynku.
Na końcu pojawił się jeszcze wątek Artura Chodzińskiego – jednej z ważnych postaci CBA z czasów PiS. Według wspólnych ustaleń Onetu i TVN24 miał on pracować dla Przemysława Krala, szefa Zondacrypto. To nie dowodzi automatycznie związku z CPAC. Ale wobec politycznych, biznesowych i służbowych konotacji całego otoczenia sprawy czyni pytanie o rzeczywistą sieć relacji jeszcze poważniejszym.
Właśnie na tym tle treść zawiadomienia o umorzeniu wygląda zdumiewająco. Wynika z niego koncentracja na dwóch wycinkach: samej decyzji o wydaniu 1,259 mln zł oraz trybie zawarcia umowy ze spółką Justpoint. Nie widać odpowiedzi na pytanie o skonsolidowany budżet CPAC, przepływy z biletów, kwoty sponsorskie, wzajemną koordynację świadczeń ani ekonomiczny sens podziału kosztów i przychodów. Nie widać też, by zbadano fundamentalny politycznie problem: czy publiczne pieniądze nie finansowały faktycznie wydarzenia służącego kampanii Karola Nawrockiego, który wystąpił na CPAC kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich.
Jeżeli rzeczywiście tego wszystkiego nie zbadano, trudno uwierzyć, że stało się tak przypadkiem. Nie chodzi przecież o poboczny szczegół, lecz o istotę sprawy. Izolowana ocena jednej umowy niewiele znaczy, jeżeli nie wiadomo, jak pracował budżet całego przedsięwzięcia i komu ekonomicznie służył cały mechanizm.
Dlatego prokuratura powinna wreszcie ujawnić kluczowe materiały postępowania i pokazać, co naprawdę zbadała. W przeciwnym razie trudno będzie uniknąć wniosku brutalnego: że Polacy, a szczególnie mieszkańcy Podkarpacia, są traktowani jak idioci. A prokuratura po raz kolejny kreuje się na instytucję stojącą ponad prawem – taką, która według własnego uznania jednym pozwala na działalność mogącą być gruntownie sprzeczną z prawem, a innych ściga za drobiazgi.


Dodaj komentarz