Podkarpacie od lat głosuje na PiS, bardziej czy mniej świadomie, wielu mieszkańców było konsumentami propagandy Kurskiego, a teraz TV Republika. Uznają Telewizję Republika jako medium bliskie, przyjęli język i sposób patrzenia na politykę. Czy ci, którzy Republikę oglądają i darzą zaufaniem, rzeczywiście wiedzą, na czym polegała jej współpraca z marszałkiem województwa i dlaczego dziś bada to Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Nie wzięło się to z tego, że zarządzający województwem politycy PiS podpisali zwykłą umowę promocyjną – to współpraca, która doprowadziła do śledztwa, postępowania o sygnaturze 3036.1.Ds.77.2025 i konieczność analizy przepływów finansowych z udziałem środków publicznych, a więc pieniędzy mieszkańców regionu.
W tle tych pytań stoi z kolei sprawa znacznie poważniejsza: kondycja samej Telewizji Republika. Stacja, która przez lata kreowała wizerunek stabilnego, konserwatywnego medium, dziś znajduje się w głębokim kryzysie finansowym i organizacyjnym. Otrzymała koncesję naziemną, co daje ogromny zasięg, ale wiąże się z bardzo wysokimi kosztami – dziesięcioletnia koncesja to około 18 milionów złotych, a roczna rata wynosi 1,85 miliona złotych. Właśnie wychodzi na to, że Republika nie jest w stanie jej opłacić: zapłaciła jedynie za styczeń, podczas gdy powinna uregulować całą roczną kwotę. To nie jest drobne potknięcie – to sygnał, że nadawca nie dysponuje środkami na spełnienie fundamentalnych wymogów prawnych, od których zależy możliwość dalszego nadawania.
To dopiero początek problemów. Telewizją kierują osoby wchodzące w skład zaplecza politycznego poprzedniej władzy, które przez lata korzystały z publicznych pieniędzy (nie tylko z budżetu Podkarpacia…) – w tym kontraktów doradczych i reklam pochodzących ze spółek Skarbu Państwa. Przykładowo jeden z czołowych współpracowników stacji zarobił ponad milion złotych, jako doradca dużego banku państwowego, a obecnie instytucja ta żąda zwrotu pieniędzy, uznając, że stanowisko miało charakter fikcyjny. Media powiązane z Tomaszem Sakiewiczem – w tym Republika – uzyskały łącznie około 150 milionów złotych ze źródeł publicznych w okresie rządów PiS. Ten strumień finansowania urwał się dopiero po zmianie władzy, co natychmiast obnażyło fakt, że stacja nie była zdolna funkcjonować na zasadach rynkowych. Co oni zrobili z tymi wszystkimi pieniędzmi, że dziś nie mają na opłacenie koncesji?
Niedobory finansowe to jednak tylko jeden element. Kolejnym jest odpływ reklamodawców. Firmy boją się umieszczać reklamy w medium, które regularnie emituje treści konfrontacyjne, agresywne czy kontrowersyjne. Współpraca z Polsat Media – jednym z największych biur reklamy – została zakończona. Choć kierownictwo Republiki twierdzi, że to stacja zdecydowała o rozstaniu, wszystko wskazuje na to, że to Polsat Media nie chciał dłużej ponosić ryzyka reputacyjnego wynikającego z obecności klientów w ramówce Republiki. Stacja ucieka się dziś do proszenia widzów o pieniądze poprzez kody QR wyświetlane na antenie, co samo w sobie świadczy o głębokości kryzysu i braku stabilnych źródeł przychodu.
Wewnętrzna sytuacja również jest daleka od normalności. Jak donoszą media branżowe, pracownicy sygnalizują problemy z terminowością wypłat, niepewność finansową i nieregularność przelewów, podczas gdy czołowe postaci stacji wciąż funkcjonują w warunkach daleko odbiegających od standardów oszczędnościowych. Co znamienne, takie napięcia były obecne już w latach 2018–2019, ale skala dzisiejszego kryzysu jest znacznie większa.
Do tego wszystkiego dochodzi ryzyko prawne. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że przyznanie Republice koncesji odbyło się z naruszeniem zasad bezstronności i rzetelności proceduralnej, wskazując na nieprawidłowości w działaniach ówczesnego kierownictwa KRRiT. Oznacza to, że stacja może nie tylko nie udźwignąć finansowo swojej koncesji, ale również może ją utracić z powodu błędów formalnych popełnionych podczas procesu jej przyznawania.
I dopiero na tym tle widać właściwy ciężar sprawy współpracy Republiki z władzami województwa podkarpackiego. Na kilka tygodni przed CPAC podpisano porozumienie między województwem a Telewizją Republika, które było tak ogólne, że nie zawierało nawet zasad dotyczących informowania o tym, że samorząd jest współorganizatorem wydarzenia, ani żadnych kryteriów dotyczących doboru sponsorów czy partnerów komercyjnych. W praktyce cała kontrola – zarówno nad konstrukcją wydarzenia, jak i jego finansowaniem – została oddana w ręce Republiki. Województwo zapewniło obiekt, infrastrukturę, zaplecze organizacyjne i środki publiczne, ale nie miało wglądu ani w dobór sponsorów, ani w konstrukcję przepływów finansowych. Środki ze sprzedaży biletów trafiały wyłącznie do organizatora, czyli do Republiki – samorząd nie miał żadnego udziału w rozliczeniach.
Co więcej, choć w strukturze urzędu istnieje instytucja pełnomocnika ds. bezpieczeństwa, nie podjęto żadnych działań weryfikujących wiarygodność podmiotów dopuszczonych do wydarzenia ani ryzyka związanego z ich działalnością. Urząd wprost stwierdził, że pełnomocnik nie miał obowiązku tego robić, co dziś brzmi jak próba zdjęcia odpowiedzialności, choć mowa o wydarzeniu współfinansowanym ze środków publicznych i realizowanym w obiekcie leżącym w bezpośrednim sąsiedztwie infrastruktury krytycznej państwa. Do tego dochodzi kwestia nadania komercyjnej nazwy Zen.com obiektowi hali widowiskowej należącej do samorządu województwa, co powoduje cały szereg, raczej kłopotliwych dla zarządu województwa pytań.
Wszystkie te elementy układają się w jeden, spójny obraz. Telewizja Republika, z jednej strony przyciągająca sporą część prawicowego elektoratu Podkarpacia, z drugiej strony była i jest podmiotem skrajnie niestabilnym finansowo, obciążonym wieloletnimi zależnościami od środków publicznych, chaosem zarządczym i narastającymi problemami prawnymi. Współpraca z Ortylem i samorządem nie wynikała z rynkowej pozycji stacji, lecz była formą finansowego podtrzymywania projektu, który już wtedy miał poważne trudności z samodzielnym funkcjonowaniem. Dziś, gdy prokuratura analizuje przepływy pieniędzy, a sama stacja zmaga się naraz z groźbą utraty koncesji, odpływem reklamodawców i brakiem płynności, pytanie, czy mieszkańcy Podkarpacia wiedzieli, jak naprawdę wyglądał ten układ, staje się jeszcze bardziej zasadne. W świetle ujawnionych informacji nie jest to historia o telewizji odpowiadającej na zapotrzebowanie mieszkańców Podkarpacia, lecz o prywatnym projekcie polityczno-medialnym, który przez lata korzystał również z publicznych środków regionu, a dziś wymaga wyjaśnień na poziomie organów ścigania.


Dodaj komentarz