Redakcja w dziwnym sojuszu

Redakcja w dziwnym sojuszu: publikacje, które służą Ortylowi (oczywiście przez przypadek)

Jedno z mediów postanowiło wziąć się systemowo za ludzi, którzy odważyli się rozliczać układ Władysława Ortyla. Nie tylko tych, których wyrzucano z PiS, gdy przestali zgadzać się na działania rządzącej od 2013 roku Podkarpaciem ekipy, również ludzi z szeroko pojętego środowiska konserwatywnego i prawicowego – lekarzy, prawników, samorządowców – którzy nigdy nie byli częścią sieci Oryla, a czasem wręcz jako jedyni mieli odwagę tę sieć podważać. Które medium mogłoby prowadzić taką operację? Jakiś portal sympatyzujący z Ortylem? TV Republika? Może PiS-owskie tuby medialne z Podkarpacia (w tym te z tzw. mediów publicznych)? Nie. To „Gazeta Wyborcza” w Rzeszowie. A w roli głównej – redaktor Agata Kulczycka, która w ostatnich miesiącach obrała sobie niezwykle ciekawy kierunek uderzeń: nie w stronę osób odpowiedzialnych za patologie epoki rządów Ortyla, lecz w stronę tych, którzy te patologie ujawniali, nagłaśniali i próbowali powstrzymać. Dlaczego to akurat „Wyborcza” zaczęła medialnie grillować konserwatystów i prawicowych sygnalistów, którzy stali się naturalnymi oponentami Ortyla? Dlaczego linia tych publikacji tak idealnie pokrywa się z interesem marszałka – a tak radykalnie rozmija z wszystkim, co przez lata deklarowała redakcja „Wyborczej” w sprawach PiS, przejrzystości i nadużyć władzy?

Dzisiejszy odcinek z tej serii to tekst pt. „Kogo zatrudnił nowy dyrektor szpitala MSWiA? 'Znajomi z osobistego kręgu’” Konstrukcja artykułu nawiązuje do wcześniejszych publikacji: Kulczycka próbuje przekonać czytelników, że mamy do czynienia z „siecią powiązań”, w której każda osoba pracująca dziś w SP ZOZ MSWiA ma być w jakiś sposób „zaprzyjaźniona” z dyrektorem. Manipulacja jest dość prosta. Jest oczywiste, prof. Krzysztofa Gutkowskiego, dyrektora SP ZOZ MSWiA w Rzeszowie, zna bardzo wiele osób. Skoro od kilkudziesięciu lat wykonuje zawód, w szpitalach, gabinetach (musiał przyjąć tysiące osób…), jako wykładowca Uniwersytetu – zna pewnie większość ludzi związanych z ochroną zdrowia, parlamentarzystów, czy samorządowców. Gdyby chcieć postawić warunek, w procedurach konkursowych naboru pracowników szpitala MSWiA w Rzeszowie mogą uczestniczyć tylko tacy, którzy nie mają z nim żadnych związków, mało kto by został. Ale Kulczycka nie pyta o to, ile z osób zatrudnionych za czasów prof. Gutkowskiego, była mu znana. Nie dostarcza pełnej listy, a koncentruje się na grupie wybranej według bardzo określonego klucza. Właśnie tego – kto pracuje w Szpitalu MSWiA, a nie podoba się Ortylowi. To właśnie dlatego stają się adresatami kolejnych artykułów Kulczyckiej. Nie dlatego, że „kogoś znają”, lecz dlatego, że – z perspektywy Ortyla – znaleźli się po niewłaściwej stronie historii.

Warto zwrócić uwagę, kiedy dokładnie rozpoczął się ten intensywny ciąg materiałów Kulczyckiej. Zbiegł się on z momentem, w którym prokuratura odblokowała tematy przez lata trzymane w zamrażarce za rządów PiS. Dokładnie w czasie pierwszej publikacji Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów ruszyła z postępowaniem, w którym prof. Krzysztof Gutkowski ma status pokrzywdzonego. Zaraz potem uruchomiono kolejne, z zawiadomienia właśnie Jacka Kotuli. Trudno uznać za przypadek, że ich kalendarz pokrywa się tak ściśle z nagłym wysypem publikacji Kulczyckiej.

Wróćmy do najnowszej publikacji red. Agaty Kulczyckiej. Ona nawet nie kryje, jaki jest kontekst jej publikacji: „W trwającej miesiące epopei padały oskarżenia pod adresem władz województwa, które prowadziły szpital przy Szopena, o narażanie życia i zdrowia pacjentów, działanie na szkodę finansową, nieuzasadnione wydatki szpitala, a nawet działalność zorganizowaną. W tle była sprawa sprowadzonego do szpitala i finansowania robota medycznego da Vinci, który miał rozpocząć unowocześnianie podkarpackiej medycyny. Były też sugestie odwołania marszałka i zarządu województwa z PiS, a pisma pełne oskarżeń zostały skierowane do NIK-u, UOKiK, CBA i Prokuratury Krajowej. Skrajnie prawicowych, lokalnych polityków w tych działaniach przeciwko rządzącemu na Podkarpaciu PiS-owi, popierał klub radnych Koalicji Obywatelskiej w sejmiku. Awantura rozpętana wówczas przez polityków i lokalnych działaczy ściągnęła na szpital, a przede wszystkim zatrudnionych tam lekarzy, ogromny hejt”. Oczywiście, że prokuratorskie postępowania które właśnie ruszyły, muszą dotyczyć właśnie tych zagadnień. Co więc z tego wynika? Mamy do czynienia z rozwijaniem medialnego parawanu będącego próbą przekonywania: żadnych nadużyć nie było.

Pokazując wskazane w przywołanym cytacie tło, Kulczycka w dużej części zdemaskowała charakter swej publikacji. Ale jest jeszcze inny punkt widzenia, który nawet mocniej to pokazuje. Kulczycka po prostu pominęła całkowicie okoliczność, iż rozliczeń Ortyla domagali się przede wszystkim radni Platformy Obywatelskiej. W poprzedniej kadencji, a w obecnej wręcz głównym motorem takich działań jest Krzysztof Kłak, przewodniczący Komisji Rewizyjnej, szef Klubu Radnych Koalicji Obywatelskiej. O jego działaniach pisaliśmy tu wielokrotnie (a Gazeta Wyborcza w Rzeszowie jakoś nie bardzo…). Czy możliwe jest, że ktoś za pomocą publikacji Gazety Wyborczej zmusi ministra Marcina Kierwińskiego do zwolnienia prof. Krzysztofa Gutkowskiego, skoro to najaktywniejszy polityk PO na Podkarpaciu, Krzysztof Kłak, domaga się właśnie między innymi wyjaśnienia prześladowań, którym prof. Krzysztofa Gutkowskiego poddawało PiS? Jeśli ktoś zdecydował się na taką akcję, wyjaśnienie może być chyba tylko jedno. To desperacja. W obliczu działań organów ścigania, trzeba próbować imać się każdej, nawet najbardziej minimalnej szansy. To z punktu widzenia środowisk PiS. A czemu na takie publikacje zdecydowała się Gazeta Wyborcza w Rzeszowie? Pozostawiamy tę interesującą szaradę naszym czytelnikom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *