Instrumentalny konserwatyzm TV Republika

Wszystko zaczęło się od konferencji CPAC Poland 2025, zorganizowanej w maju w podrzeszowskiej Jasionce – wydarzenia które, ja później zapewniano, miało promować Podkarpacie jako region nowoczesny i otwarty na międzynarodową współpracę. Faktycznie było imprezą wyborczo-partyjną. Z budżetu publicznego przeznaczono na nie 1,2 miliona złotych, przekazanych przez Zarząd Województwa Podkarpackiego kierowany przez marszałka Władysława Ortyla. Na scenie pojawili się m.in. Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Przemysław Czarnek i Karol Nawrocki – kandydat wspierany przez PiS w wyborach prezydenckich.

Wydarzenie transmitowała Telewizja Republika, a współorganizatorem formalnie był samorząd wojewódzki. Problem w tym, że dokumenty – ujawnione później po interpelacjach radnego Krzysztofa Kłaka – pokazały wątpliwości co do procedur przetargowych, niejasności w sprawie sponsorów i zastosowanie trybu „pilnej potrzeby”, który samorząd… sam sobie wytworzył, podejmując decyzję na ostatnią chwilę. Kłak, jako przewodniczący Komisji Rewizyjnej Sejmiku, złożył więc zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wszczęła śledztwo, prowadzone pod sygnaturą 3036.1.Ds.77.2025, dotyczące przekroczenia uprawnień przez członków zarządu województwa.

W najnowszym odcinku tego serialu Michał Rachoń, dyrektor programowy, gwiazda TV Republika, pojawił się na scenie amerykańskiego CPAC w Mar-a-Lago, gdzie ogłosił, że jego stacja stała się ofiarą prześladowania w Polsce. Według Rachonia, liberalno-lewicowy rząd i prokuratura prowadzą wobec Republiki polityczny odwet. Kilka godzin po emisji jego wystąpienia w amerykańskich mediach, Krzysztof Kłak zareagował spokojnie, bez emocji i bez propagandowych metafor. Wysłał do Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie pismo, w którym zwrócił uwagę, że tego rodzaju publiczne wypowiedzi mogą wpływać na opinię publiczną i utrudniać prowadzenie postępowania. Nie domagał się kar ani interwencji – apelował o jawność, komunikację i przejrzystość. Wskazał, że długotrwałe milczenie prokuratury tworzy próżnię, w której narracja TV Republika może skutecznie wypaczać sens całego śledztwa, przedstawiając je jako ideologiczną vendettę, a nie analizę finansową.

Na tym tle widać wyraźnie, że Rachoń i Kłak to dwa przeciwstawne światy. Jeden operuje obrazem, propagandą i emocją – drugi dokumentem i procedurą. Rachoń przenosi spór o wydatkowanie publicznych pieniędzy na poziom starcia cywilizacyjnego, w którym to on jest ofiarą. Kłak – przeciwnie – sprowadza sprawę do podstawowego pytania: czy środki samorządu zostały wydane zgodnie z prawem. Trudno nie postawić pytania: kto tu tak naprawdę jest konserwatystą, a kto jedynie
propagandystą ze stajni Jacka Kurskiego?

To zderzenie pokazuje coś więcej niż konflikt dwóch postaw. Odsłania mechanizm, w którym język konserwatyzmu zostaje użyty w sposób instrumentalny. Rachoń, odwołując się do wolności słowa, wartości chrześcijańskich i suwerenności, nie broni tych idei – on ich używa instrumentalnie jako pancerza. W jego ujęciu konserwatyzm przestaje być systemem etycznym, a staje się retoryczną tarczą ochronną dla wątpliwych decyzji finansowych i politycznych. Konserwatyzm w swojej istocie zakłada bowiem szacunek dla instytucji, prawa i porządku. Nie jest emocjonalnym ruchem buntu, lecz postawą odpowiedzialności i umiaru. Prawdziwy konserwatysta nie ucieka przed pytaniami o dokumenty – on je pokazuje. Nie oskarża państwa o prześladowanie, kiedy państwo domaga się rachunków – on te rachunki rozlicza.

Nie bez znaczenia jest również wątek międzynarodowy. Próbując wciągać Amerykanów w polską aferę finansową, Rachoń powiela schemat znany z PRL: zasłanianie się „sojuszem” przed własną odpowiedzialnością. W jego narracji Ameryka staje się nie partnerem, lecz alibi – autorytetem, który ma rzekomo unieważnić działanie polskiego prawa. To logika klientelistyczna, nie konserwatywna. Zamiast umacniać relacje polsko-amerykańskie, kompromituje je – bo sugeruje, że Amerykanie mają być gwarantami bezkarności, nie standardów.

W tym wszystkim Krzysztof Kłak jawi się jako postać o zupełnie innym formacie. Nie ma w nim nic z medialnego widowiska – jest natomiast żmudna praca, seria interpelacji, wnioski o kontrolę RIO, zawiadomienie do prokuratury, cierpliwe egzekwowanie dokumentów. To nie jest postawa politycznego rewolucjonisty, lecz urzędnika wiernego instytucjom, który – paradoksalnie – reprezentuje konserwatywny etos w czystej postaci: porządek, odpowiedzialność, jawność.

Dlatego sprawa CPAC Jasionka przestała być tylko pytaniem o pieniądze. Stała się pytaniem o wiarygodność konserwatyzmu w Polsce. Czy konserwatyzm ma oznaczać uczciwość i szacunek wobec prawa – czy raczej bezkarność przykrytą patriotycznymi hasłami? Czy obrona tradycji ma polegać na jej przestrzeganiu, czy na jej wykorzystywaniu?

Michał Rachoń, mówiąc w Mar-a-Lago o wolności słowa i prześladowaniach, w istocie zaszkodził obu tym wartościom – konserwatyzmowi i relacjom polsko-amerykańskim. Rachoń liczy na to, w Mar-a-Lago uwierzą, że uczciwe pytanie o finansowanie wydarzenia z publicznych środków, podparte twardymi dokumentami, to ideologiczna nagonka. Retoryczne są w tej sytuacji pytania: czy to służy konserwatyzmowi? Czy to służy Polsce?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *