Jesień rozliczeń na Podkarpaciu

Jesień rozliczeń? Październikowe spotkanie Kłaka z Prokuratorem Generalnym

Czy Podkarpacie czeka polityczno-prawne przesilenie? Sprawa CPAC i finansowania z budżetu województwa otworzyła lawinę interpelacji, zawiadomień i pytań o rządy marszałka Władysława Ortyla. W centrum wydarzeń znalazł się przewodniczący Komisji Rewizyjnej Krzysztof Kłak, który – jak ustaliliśmy – prowadzi rozmowy z Prokuratorem Generalnym Waldemarem Żurkiem.

Sprawa CPAC i szerzej – rozliczeń sposobu, w jaki zarząd województwa pod kierownictwem Władysława Ortyla rządzi Podkarpaciem – wciąż pozostaje jednym z głównych tematów sporów politycznych i prawnych w regionie. Pojawiają się kolejne interpelacje, zawiadomienia oraz wnioski do instytucji kontrolnych i organów ścigania. Z naszych ustaleń wynika, że w tym kontekście toczą się rozmowy przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Krzysztofa Kłaka z ministrem sprawiedliwości, Prokuratorem Generalnym Waldemarem Żurkiem. Ich zasadniczym punktem jest pytanie o standardy pracy prokuratury i o to, czy sprawy dotyczące wydatkowania publicznych środków na przedsięwzięcia o politycznym charakterze będą prowadzone w sposób przejrzysty i konsekwentny.

Publikowane poniżej memorandum jest elementem tej szerszej debaty. Kłak wskazuje w nim na potrzebę jawności postępowań, odpowiedzialności za nadużycia i odejścia od praktyk, które w jego ocenie naruszają zaufanie obywateli do instytucji państwa. W dokumencie akcentowana jest również kwestia przełamania schematów działania prokuratury, które dotychczas – zdaniem autora – sprzyjały mataczeniu i unikaniu realnych rozliczeń. Jak informuje Kłak, kolejne spotkanie z Prokuratorem Generalnym Waldemarem Żurkiem zaplanowano w październiku.

Z punktu widzenia polityka można stwierdzić, że występują dwa zasadnicze problemy z rozliczaniem nadużyć minionych kadencji. Pierwszy jest oczywisty – wielu prokuratorów (a może nawet większość) zajmuje się wprost lub pośrednio czymś na kształt mataczenia. Pytanie brzmi, jak zmusić tychże prokuratorów – albo jak wpłynąć na nowych, po wyeliminowaniu tych, którzy w najlepszym razie tylko „nie dążą do osiągnięcia celów postępowania” – do naprawdę realnych działań. Drugi problem jest pozornie mniej istotny, ale w rzeczywistości to on jest decydujący. Chodzi o społeczne poczucie, że postępowania przygotowawcze prowadzone lub nadzorowane przez prokuraturę, a potem toczące się przed sądami powszechnymi, są transparentne, a najlepiej – w sprawach dotyczących interesu publicznego, a w szczególności dotyczących polityków – są po prostu jawne. Tymczasem prokuratorzy i w ogóle wymiar sprawiedliwości działają w przekonaniu, że jest dokładnie odwrotnie. Wszystkie postępowania mają być prowadzone w standardach tajnej inkwizycyjności, a normalnym ludziom, laikom, nic do tego. To powoduje, że zwykli obywatele przestają się interesować tym, czy polityk, o którym mówiono wprost, że ukradł, a wobec którego media przedstawiły twarde dowody, został skazany, czy nie został skazany. Takie sytuacje ostatecznie prowadzą do całkowitej demoralizacji życia publicznego. Najciężsi przestępcy na szczytach władzy wiedzą, że nic nie będzie odbywało się w świetle kamer, wystarczy poczekać, aż wszyscy zapomną (a medialny taśmociąg newsów działa bardzo szybko), a potem – mocą wpływów politycznych – sprawie „łeb się utnie”. Działa to oczywiście i w drugą stronę: można kogoś fałszywie oskarżać, pomawiać, a on nie będzie miał szans na to, by obronić się publicznie, ukazując prawdę. W jego przypadku także zastosowane zostaną tajne procedury, o dowodach niewinności nikt się nie dowie, a zapadły po latach wyrok będzie miał jedynie wartość historyczną. W pierwszej kwestii pozostaje liczyć na skuteczność Ministra Sprawiedliwości, choć przy tej okazji – z doświadczeń ostatnich miesięcy – chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami. Wielkokalibrowe sprawy dotyczące czołowych polityków, nawet lokalnych, nie mogą być skutecznie wyjaśniane przez prokuratury rejonowe obciążone tysiącami drobnych spraw. Prokurator zajmujący się złodziejami sklepowymi i znęcaniem się w rodzinie w przerwach nie będzie w stanie rozliczyć np. marszałka województwa. Jeszcze gorzej, gdy dochodzi do tego, że takie sprawy przekazywane są policji. Nie mam wątpliwości, co się dzieje, gdy sprawa zostaje podzielona na dziesiątki wątków, a każdy z nich trafia do jakiegoś policjanta w najdalszym powiecie. Prokurator (np. z jakiejś prokuratury rejonowej) nie powinien mieć
możliwości tłumaczenia się, że nie działa, bo ma wiele innych spraw – np. musi akurat złapać groźnego przemytnika papierosów. Tak poważnymi sprawami, jak te, które dotyczą najważniejszych polityków, powinien zająć się prokurator wysokiej rangi (najlepiej regionalny) – jeden oddelegowany wyłącznie do tak istotnej sprawy i prowadzić ją aż do końca. Po drugie – kontrola społeczna. Mówiąc inaczej, chodzi o to, aby dać realne poczucie wyborcom, że mają udział w tym, co się dzieje, i że są rzetelnie informowani. Nie chodzi tu jedynie o warstwę propagandową. Poczucie sprawiedliwości to coś, co żyje w społeczności jako całości. Nie ma poczucia sprawiedliwości, jeśli każdy, kto łamie zasady moralne i prawne, nie spodziewa się nieuchronnej kary. A to wymaga, by każdy miał przekonanie, że wie – albo może z łatwością się dowiedzieć – co dzieje się w postępowaniu dotyczącym czołowego polityka. Obecna praktyka rzeczników prasowych sądów i prokuratur jest dokładnym przeciwieństwem takich standardów. Ich komunikaty są tak ezopowe, że nawet inni prokuratorzy zapewne nie są w stanie z nich zrozumieć, co właściwie dzieje się w danej sprawie. Standard powinien być odwrotny: w sprawach dotyczących interesu publicznego rzecznik powinien referować wszystko, co może, pomijając jedynie to, czego dobro śledztwa wymaga, by nie było dostępne opinii publicznej. Dzięki temu każdy mógłby sobie wyrobić zdanie. Świadom tego drugiego, moim zdaniem kluczowego, problemu, po wykryciu pewnych istotnych nieprawidłowości w działalności samorządu województwa podkarpackiego złożyłem stosowne zawiadomienie. Sprawa dotyczyła – moim zdaniem całkowicie ewidentnych – nadużyć związanych z finansowaniem CPAC (imprezy w podrzeszowskiej Jasionce, mającej w istocie charakter całkowicie wyborczy, lansującej Karola Nawrockiego, a sfinansowanej w znacznej części ze środków samorządu województwa). Następnie w drodze interpelacji występowałem o kolejne dokumenty – dokładnie tak, jak powinien postępować prokurator prowadzący takie postępowanie. Różnica polegała na tym, że interpelacje i odpowiedzi muszą zostać opublikowane – a więc informowana (przynajmniej formalnie) jest opinia publiczna. Do prokuratury kierowałem pisma i otrzymane materiały, formułując i upubliczniając wnioski, jakie z nich – moim zdaniem – wynikały. Aż po wniosek, że przekroczone zostały granice ustaleń, po których powinien zadziałać art. 313 k.p.k., czyli sprawa osiągnęła poziom, po którym konkretne osoby powinny usłyszeć zarzuty. Żeby sprawa była jasna: nie chodzi mi o to, by przygwoździć przeciwników politycznych. Uważam, że takie powinny być standardy – osoby publiczne powinny usłyszeć publiczne zarzuty, by publicznie móc się bronić. Co więcej, jeśli są one niewinne, to postawienie zarzutów jest przede wszystkim w ich interesie! W innej sytuacji, prowadzenie sprawy ad rem, gdy wszyscy wiedzą już wszystko (bo upubliczniono masę dokumentów), jest zgorszeniem dla zwykłych ludzi i w istocie narusza prawa do obrony osób, które de facto są już
postrzegane jako podejrzani, choć formalnie nie usłyszały zarzutów. Pamiętać należy, że publiczne przedstawienie zarzutów to nie tylko dolegliwość, ale również uruchomienie prawa do obrony. Zbyt oczywiste jest, że praktyki z czasów PiS – gdy w wieloletnich postępowaniach nie stawia się zarzutów – to najczęściej hakowanie przez służby, a nie działanie wymiaru sprawiedliwości. W najbliższym czasie zamierzam uruchomić oddzielną stronę internetową, na której będę przedstawiał wszystkie dokumenty, jakie sam zdobyłem. Będę prezentował stan postępowań, kierował pisma do prokuratorów prowadzących sprawy tak, by próbować zmuszać ich do transparentnego informowania opinii publicznej o tym, co się dzieje w sprawach, o których każdy obywatel powinien móc wyrobić sobie zdanie, zanim uda się do urny wyborczej. Jeśli środki i czas mi na to pozwolą, będę chciał zająć się w ten sposób nie tylko sprawą CPAC, ale też wieloma innymi, szczególnie z obszaru działalności samorządu województwa podkarpackiego. W odniesieniu do wielu z nich mam bowiem nieodparte wrażenie, że gdy PiS rządził Podkarpaciem, w prokuraturze – mówiąc najłagodniej – nie było zapotrzebowania na ujawnianie prawdy. Tę notatkę – deklarację – chciałbym pozostawić Panu Ministrowi jako memorandum naszego spotkania 24 września 2025 roku, za które bardzo dziękuję. Krzysztof Kłak Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Sejmiku Województwa Podkarpackiego Przewodniczący Klubu Radnych Koalicji Obywatelskiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *