Artykuł „Gazety Wyborczej” autorstwa Agaty Kulczyckiej z 3 września 2025 roku relacjonuje narastający kryzys wokół programu HoReCa finansowanego ze środków Krajowego Planu Odbudowy. Zawiera on kilka kluczowych elementów: opis rosnącej liczby rezygnacji beneficjentów, informacje o kontrolach prowadzonych przez PARP i Prokuraturę Europejską oraz przywołane wypowiedzi Małgorzaty Jarosińskiej-Jedynak, członka zarządu województwa podkarpackiego, która nadzoruje RARR. Według danych przedstawionych w tekście, agencja rozwiązała już 21 umów, a kolejne cztery znajdują się w okresie wypowiedzenia. Łączna kwota tych rezygnacji to ponad 10,3 mln zł, które wracają do KPO. Równocześnie płatności wstrzymano dla dziewięciu projektów na kwotę 1,9 mln zł, a weryfikowanych jest aż 571 wniosków o łącznej wartości 48 mln zł.
Jarosińska wskazuje, że formalnie beneficjenci nie podawali afery jako powodu rezygnacji, ale trudno nie łączyć ich decyzji z atmosferą medialnego i politycznego skandalu. Zwraca także uwagę na dramatyczną sytuację wielu przedsiębiorców, którzy zaciągnęli kredyty na realizację projektów i dziś muszą je spłacać, nie mając pewności, czy dostaną refundację. W szerszej perspektywie artykuł ukazuje, że cały komponent HoReCa – choć miał pomóc małym i średnim firmom dotkniętym skutkami pandemii – stał się symbolem chaosu i niepewności. Zamiast wspierać inwestycje, generuje rezygnacje, zwroty środków i kolejne kontrole.
Na tym tle widać, że Jarosińska-Jedynak zajęła pozycję, którą trudno uznać za stabilną. Jej wypowiedzi są próbą zbudowania wizerunku osoby solidaryzującej się z przedsiębiorcami, która rozumie ich frustrację i pokazuje straty wynikające z wstrzymania wypłat. Jednak w istocie jest to strategia samowywrotowa. Po pierwsze, rezygnacje beneficjentów nie świadczą o sile programu, lecz o tym, że nawet ci, którzy wzięli środki, wolą się z nich wycofać, niż ryzykować kontrolę i rozliczenia. W praktyce oznacza to, że część firm postrzega oddanie pieniędzy jako mniejsze zło niż dalsze uczestnictwo w projekcie. To podważa zarówno wiarygodność systemu, jak i reputację operatora – RARR – która ten system obsługiwała. Po drugie, nagłaśniając liczbę rezygnacji i kwotę 10,3 mln zł, Jarosińska nieumyślnie przyznaje, że region traci dostępne środki. W retoryce obrończej miało to pokazywać skalę problemu i winę ministerstwa, które wstrzymało wypłaty, lecz w praktyce można to odczytać jako dowód, że mechanizm, za który odpowiadała, rozpadł się w jej rękach.
Co więcej, Jarosińska nie może uciec od faktu, że była współtwórczynią samego modelu konkursu. To za jej czasów jako minister funduszy i polityki regionalnej w rządzie PiS wprowadzono koncepcję „dywersyfikacji działalności” jako podstawowego kryterium. To właśnie to rozwiązanie otworzyło drogę do finansowania projektów, które dziś w opinii publicznej uchodzą za groteskowe: jachtów, saun, klubów swingersów. Teraz, jako wicemarszałek odpowiedzialna za nadzór nad RARR, znajduje się w sytuacji, w której chaos, który pomogła stworzyć na poziomie centralnym, wrócił do niej na poziomie regionalnym. Próba przerzucania winy na ministerstwo Tuska za wstrzymanie płatności albo na PARP za kryteria oceny wniosków jest więc w gruncie rzeczy nieskuteczna, bo obie te instytucje działają w ramach koncepcji, które ona sama współtworzyła i których wdrożenie nadzoruje. Jej pozycja jest samowywrotowa, ponieważ każde tłumaczenie prowadzi z powrotem do niej: najpierw odpowiadała za pisanie zasad, dziś odpowiada za ich stosowanie. Rezygnacje beneficjentów, które miały pokazywać skutki działań innych, stają się dowodem, że problem ma charakter systemowy, a więc także personalny.
W rezultacie Jarosińska znalazła się w pułapce własnej biografii politycznej. Jako była minister i obecna wicemarszałek jest obecna w tej historii w dwóch rolach naraz – projektodawcy i wykonawcy. To sprawia, że obrona przy pomocy narracji o „procedurach” i „zamieszaniu wywołanym przez innych” nie daje jej politycznego bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, rezygnacje, które próbuje interpretować jako efekt wstrzymania wypłat przez ministerstwo, mogą być czytane jako przyznanie beneficjentów, że system był wadliwy od początku. A skoro tak, to jej nazwisko będzie łączone nie z rolą obrońcy przedsiębiorców, lecz z odpowiedzialnością za stworzenie mechanizmu, który od początku generował chaos.
Nie sposób w tym kontekście nie zadać pytania, dlaczego po raz kolejny można odnieść wrażenie, że to właśnie red. Agata Kulczycka z „Gazety Wyborczej” jest szczególnie zainteresowana tym, by kolportować wersję korzystną dla PiS. Tym razem próbując włożyć spodnie przez głowę przy ćwiczeniu polegającym na udowadnianiu, rezygnacja przedsiębiorców ma być argumentem na korzyść Małgorzaty Jarosińskiej Jedynak.


Dodaj komentarz